E3 2018 okiem Kartografa Gier
Czerwiec to chyba mój ulubiony miesiąc. Pomimo tego, że jeden
z trzydziestu tworzących go dni to moje urodziny, które każdorazowo
przypominają mi, że czas się już ogarnąć (każdorazowo mi się to nie udaje), to
co roku mam okazję poemocjonować się nieco targami E3, a co dwa lata dochodzą
do tego jeszcze piłkarskie zmagania bądź to o tytuł mistrza świata, bądź to
Europy. Tegoroczny mundial zaczyna się jednak nieco później niż „święto graczy”
w Los Angeles, więc najpierw przelewam na cyfrowy papier swoje przemyślenia na
temat drugiej z wymienionych imprez. Z powodu swoich upodobań growych na temat
niektórych wydawców mam do powiedzenia więcej niż o innych, ale jako osoba o,
przynajmniej tak o sobie myślę, szerokich horyzontach growych, postaram się
rzucić okiem na (prawie) wszystkie konferencje. Poniżej trochę przemyśleń o (prawie)
każdej z nich – kolejność chronologiczna.
EA
Sports. Cyny Gejm. Choć zdaję sobie sprawę, że „Elektronicy”
to coś więcej niż kolejne odsłony serii o harataniu w gałę czy tej
amerykańskiej, nieodróżnialnej dla mnie od rugby wersji footballu, korporacja z
Redwood kojarzy mi się obecnie głównie z pozycjami sportowymi. Głównie dlatego,
że EA co rusz zabija (lub zupełnie przemienia) kolejne studia, które kiedyś
sobie ceniłem, a najważniejsze marki Kalifornijczyków, takie jak Battlefield
czy Need for Speed, orbitują w innej galaktyce niż ja.
Najbardziej szkoda mi Bioware, bo ta nazwa była dla mnie
niegdyś synonimem dobrego rolpleja. Nie mówię tu nawet o czasach zamierzchłych
i drugim Baldurze, którego swoją drogą bardzo cenię, ale choćby o Mass Effekcie
czy Dragon Age, których ostatnich odsłon, z wielu powodów, nawet nie ograłem. Coś
zaczęło mi śmierdzieć już kilka lat temu, nieprzypadkowo w okolicach przejęcia
studia przez EA. O ile premierowa „Era Smoka” i dwa pierwsze „Efekty Masy” to
jedne z moich ulubionych gier w ogóle, tak kolejne ich odsłony charakteryzowały
się niższą jakością. Anthem nie wygląda niestety na grę, która odwróci ten
trend, a nawet jeśli będzie dobra, to nie sądzę, by przypadła mi do gustu
(sformułowania „ogromny, otwarty świat” i „wraz z trójką innych graczy”
wywołują ciarki na moich plecach). No szkoda jak to się wszystko potoczyło – co
mogę więcej powiedzieć. Pozostaje liczyć na to, że EA zdoła mnie czymś
pozytywnie zaskoczyć – jakąś nową marką czy wzięciem pod swoją pieczę kolejnego
studia tworzącego indyki czy tytuły AA. To chyba jedyne pozycje spod szyldu „Elektroników”,
które mogą mnie zainteresować.
Microsoft
Forza, Halo i Gyrosy. Święta trójca „Mikromiękkich”, która w
jakiejś formie powinna pojawić się w Los Angeles. Będzie krótko – grałem jedynie
w pierwsze Gearsy i choć był to przyjemny shooter, nie skusił mnie do sprawdzenia
kolejnych przygód Marcusa Feniksa, a z dwoma pozostałymi wymienionymi markami nie miałem do czynienia
i mieć nie zamierzam.
Sytuacja Microsoftu jest powszechnie znana – firmie z
Redmond dramatycznie brakuje ciekawych gier ekskluzywnych (te, które powstają,
dostają od recenzentów „szóstki” i „siódemki”, co w Anno Domini 2018 oznacza
grę niewartą tykania), a Xbox One sprzedaje się znacznie gorzej i od poprzednika,
i od głównego konkurenta. Gdyby marka Xbox zniknęła chociażby jutro z mapy
growego świata, nie uroniłbym nawet łezki. Taki jestem twardy.
Bethesda
Twórcy Skyrima to ostatnimi czasy lepsi wydawcy niż
deweloperzy. Bethesda to kontrowersyjna firma, ale choć nie gram w zbyt wiele pozycji
korporacji z Maryland (cały czas czaję się na Dooma i Wolfensteiny, ale za
każdym razem kupuję co innego), cenię ich sobie za stawianie na gry
jednoosobowe i właściwie brak mikrotransakcji.
Największym marzeniem byłaby dla mnie zapowiedź szóstego
TES-a, osadzonego w ciekawym regionie Tamriel i wyposażonego w dobry system
walki, ale prędzej spodziewam się drugiego Dooma czy Preya. Martwi mnie z kolei
rozdrabnianie serii Fallout, ale już jakiś czas temu postawiłem na niej kreskę,
więc czekać może mnie jedynie pozytywne zaskoczenie. Nie zdziwiłby mnie kolejny
switchowy port jednej z już wydanych przez Beth pozycji.
Square-Enix
„Kwadratowi” wracają z konferencją po kilku latach, więc
spodziewam się, że mają co pokazać. Dragon Quest XI to chyba najbardziej
wyczekiwana przeze mnie gra tego roku, ale z powodu japońskiej premiery kilka
miesięcy temu wiadomo o niej już tak wiele, że trudno liczyć na nowe,
zaskakujące informacje. Szkoda, że ciekawa wersja na 3DS-a nie ujrzy światła
dziennego poza Japonią.
Na pewno zobaczymy materiały z Kingdom Hearts 3, kolejnej
odsłony serii, którą po namowach znajomych chciałbym wreszcie poznać. „Trójka”
ma rzekomo zadebiutować do końca grudnia, więc najwyższy czas na ofensywę
trailerowo-gameplayową. Liczę na cokolwiek o remake’u Final Fantasy VII, które
jest jedną z moich niechlubnych zaległości (niestety nie daję rady w nią grać),
a wersja na PS4 (czy na pewno?), o ile nie zostanie pozbawiona ducha
pierwowzoru, na pewno zostanie przeze mnie sprawdzona. Chcę też zobaczyć The
World Ends With You: Final Remix (tak… kolejna rzecz, w którą nie grałem) i Octopath
Traveler, na którego jestem w 99% zdecydowany.
Ubisoft
Główne serie Ubisoftu nie są czymś, co Kartograf Gier lubi
najbardziej (chociaż mam całkiem miłe wspomnienia z dwóch pierwszych Asasynów),
ale Francuzi od czasu do czasu potrafią mnie pozytywnie zaskoczyć (Mario +
Rabbids Kingdom Battle czy któryś z mniejszych tytułów). Właśnie na takie
niespodzianki liczę najbardziej, bo to, co zostanie pokazane na pewno –
osadzony w starożytnej Grecji Assassin’s Creed czy The Division 2 – nie wywołuje
u mnie nawet dygnięcia. Chętnie
dowiedziałbym się więcej na temat Skull & Bones, które może być lepszym Sea
of Thieves, a także Beyond Good & Evil 2 – nie mam sentymentu do oryginału
i nie skreślam tej gry po pierwszych informacjach, ale kiedy to w ogóle wyjdzie…
Aha, i jeszcze Starlink: Battle for Atlas – ciekawi mnie, czy coś z tego będzie,
czy to tylko kolejne Skylanders.
Sony
Nadal waham się, czy nie spać do 3 rano (albo wstać w środku
nocy), by obejrzeć konferencję Japończyków – ci mają bowiem sporo grubych
pozycji do pokazania. Najbardziej intryguje mnie Death Stranding, bo choć
osobiście nie znam twórczości Kojimy (z tego wpisu wynika, że nie znam 90% dobrych
gier, ale to prawda jakoś tak wyszło), zdaję sobie sprawę, że to jeden z
niewielu twórców, którego gra mogłaby mnie położyć na łopatki. Mogę poczekać i
do 2021, ale chciałbym wreszcie wiedzieć więcej (acz nie za dużo) o nowym
projekcie Hideo.
Z pozostałych tytułów najbardziej przemawia do mnie Ghost of
Tsushima, które intryguje klimatem feudalnej Japonii. Ciekawi mnie, czy będzie
to kolejny inFamous, ale w innym środowisku, czy może, na co mam nadzieję, coś
nieco innego. Mniejsze emocje wywołują u mnie Spiderman (niechęć do
superbohaterów robi swoje), The Last of Us: Part II (w jedynkę nie grałem) i Days
Gone (zombie? Znów? Naprawdę?). Bardziej liczę na zaskakujące zapowiedzi, w tym
gry od innych twórców third-party, które na pewno pojawią się na pokazie Sony.
Capcom, ktoś, coś?
Nintendo
Wymęczyłem te 7 tysięcy znaków, by wreszcie przejść do crème de la crème, truskawki na torcie i najbardziej interesującej mnie części tegorocznego
E3 (co nie znaczy, że najlepszej – to się dopiero okaże). Nintendo zanotowało
słabą pierwszą połowę 2018 roku, upstrzoną portami z Wii U lub grami, które
mogłem sobie spokojnie odpuścić. Już teraz drugie sześć miesięcy zapowiada się
lepiej, ale zawsze może być jeszcze
lepiej.
Najwięcej czasu antenowego powinny dostać Smashe na Switcha,
które mogą być albo zupełnie nową odsłoną, albo wersją 4.5, z nowymi postaciami
względem edycji na 3DSa i Wii U. Osobiście stawiam na świeżą iterację z
kilkunastoma nowymi zawodnikami – prócz pewnych już Inklingów chciałbym
zobaczyć Rexa i Pyrę z Xenoblade Chronicles 2, Shovel Knighta, Raymana czy
jakiegoś nowego Poksa. Byłoby miło, gdyby gra dostała coś na kształt trybu
Smash Run z odsłony na 3DSa, w którym zmarnowałem sporo godzin.
Powinniśmy zobaczyć również dużo materiału z Pokemon Let’s
Go, Eevee! i Let’s Go, Pikachu. Zapowiedź połączenia pierwszej generacji z
Pokemon GO wywołała sporo kontrowersji, moim zdaniem niepotrzebnych –
pełnoprawna gra z ósmej generacji pojawi się w przyszłym roku, a kolejny zwyczajny remake pierwszej geny, ale z ładniejszą grafiką, byłby już
chyba przesadą. Mimo to pozostaje wiele pytań – za co nasi podopieczni będą
zdobywać doświadczenie, ile elementów z mobilnych kieszonkowych stworków
zostanie zaimportowanych do odsłon na Switcha – na które powinny odpowiedzieć
gameplaye podczas E3.
Prawie na pewno Nintendo pokaże nowego Yoshiego, który być
może zadebiutuje jeszcze w tym roku, a także Fire Emblem, które poza byciem
ciekawym taktykiem, dostarczy kilku nowych zawodników do smashowych DLC. Przyzwoitość
nakazywałaby wspomnienie o Metroidzie Prime 4 i Bayonettcie 3 za pomocą
chociażby krótkich trailerów. Krążą także plotki o czwartych Pikminach (czas
najwyższy), ścigałce w uniwersum Star Foksa i nowych tytułach z takich serii
jak Punch-Out czy F-Zero. Wreszcie gry third-party: na pewno Fortnite, mówi się
też o Dragon Ball FighterZ, nie zdziwiłyby mnie inne porty.
Moim osobistym marzeniem na to E3 jest zaś zapowiedź nowej,
dwuwymiarowej Zeldy.








Komentarze
Prześlij komentarz