W poszukiwaniu sensu w eFootball 2022
O katastrofalnej premierze eFootball 2022 słyszał już chyba każdy. Nawet osoby, które omijają gry piłkarskie szerokim łukiem, wiedzą, że z nowym tytułem Konami jest coś nie tak. Wszyscy widzieliśmy karykaturalnie powykrzywiane twarze Leo Messiego i Cristiano Ronaldo – trudno znaleźć portal growy, który nie poświęciłby im newsa. Większość graczy pośmiała się i wróciła do swoich zajęć. Większość… prócz fanów Pro Evolution Soccer.
Gdy dowiedziałem się, że Konami daje sobie dodatkowy rok, by popracować nad zupełnie nową odsłoną cyklu, zareagowałem optymistycznie. „W grach piłkarskich z edycji na edycję i tak zmienia się niewiele, a skoro rozgrywka eFootball PES 2020 jest tak dobra, to mogę pograć rok dłużej w to samo, ale z uaktualnionymi składami” – pomyślałem. Z eFootball PES 2021 Season Update spędziłem kilkaset miłych godzin, ale z niecierpliwością wyczekiwałem zupełnie nowej gry. eFootball 2022 miał być nowym otwarciem w serii. W pewnym sensie nim jest. Tyle że nie w taki sposób, w jaki bym tego chciał.
Gdy po raz pierwszy włączyłem eFootball 2022, gra powitała mnie filmikiem z Andresem Iniestą i Gerardem Piqué. Były i obecny piłkarz Barcelony zaprezentowali najważniejsze zmiany w rozgrywce: zmienioną kontrolę nad piłką (futbolówka nie przykleja się już tak silnie do zawodnika – człowiek i piłka to teraz dwa oddzielne byty) oraz grę w obronie: podążanie za przeciwnikiem i blokowanie jego zagrań, a także agresywne wejścia pomiędzy rywala a piłkę.
W menu głównym ujrzałem kilka zakładek. Dostępna była jednak tylko jedna, „Match – Authentic”, która okazała się po prostu „szybkim meczem” – pozostałe były nieaktywne. Mogłem jeszcze wejść w „Extras”, gdzie znajduje się między innymi „Trening”, który pozwala poćwiczyć nowe ruchy… A tak naprawdę to nie, bo gdy wybrałem tę opcję, odpalił się dokładnie ten sam filmik, który gra pokazała mi na początku. Aby dowiedzieć się więcej o klawiszologii, musiałem posłużyć się suchą listą możliwych do wykonania zagrań.
Odpaliłem mecz offline, by zobaczyć, czy faktycznie jest tak źle, jak mówią. Po przydługiej prezentacji zawodników obu drużyn – najpierw wchodzących do szatni, potem motywujących się nawzajem, wreszcie wychodzących na boisko – kopnąłem piłkę po raz pierwszy. Zanim dotarła do partnera, toczyła się zaskakująco długo. Drugie zagranie nie było lepsze. Futbolówka przemieszczała się po murawie tak powoli, że zacząłem się zastanawiać, czy ktoś nie podmienił „łaciatej” na piłkę lekarską. Wyjście z własnej połowy potrafiło mi zająć bardzo dużo czasu. Na szczęście długie podania okazały się żwawsze, więc zacząłem używać właśnie ich.
Postanowiłem wypróbować nowy system dryblingu. Zamiast okiwać przeciwnika, okiwałem samego siebie i zgubiłem piłkę. Nadarzyła się okazja do jej odebrania, więc przytrzymałem przycisk odpowiedzialny za inny nowy ruch – wejście pomiędzy przeciwnika a piłkę. Mój gracz rzucił się na rywala jak oszalały, przewrócił go i odebrał futbolówkę. Przypomniały mi się agresywne wślizgi z dawnych odsłon FIFY. O dziwo sędzia nie odgwizdał faulu, więc kontynuowałem akcję.
Dograłem mecz do końca, strzelając gola po dośrodkowaniu, a potem rozegrałem jeszcze dwa czy trzy spotkania. W końcu odłożyłem pada i pomyślałem: „Jak można było to tak schrzanić?”. Pierwsze wrażenie z obcowania z eFootball 2022 było… wstrząsające. Dynamiczna rozgrywka z odsłony 2021, przywodząca na myśl najlepsze prawdziwe mecze, w których akcja goni akcję, została zastąpiona ślamazarną kopaniną z jedynie podstawowymi opcjami taktycznymi, której uczestnicy zdecydowanie zbyt często mają problem z opanowaniem piłki. To jest efekt dwóch lat prac?
Z zaledwie dwunastoma procentami pozytywnych not eFootball 2022 jest w momencie pisania tego tekstu najgorzej ocenianą grą na Steamie, wyprzedzając w tym niechlubnym zestawieniu Flatout 3: Chaos & Destruction. Zapewne nieprędko odda pierwsze miejsce. Tytuł od Konami stał się kolejnym No Man’s Sky, Mass Effectem: Andromedą czy Falloutem 76: tegorocznym growym potworkiem, z którego można jedynie drwić. Portale growe mają o czym pisać, informując o kolejnych problemach, a gracze mają z czego się pośmiać.
No to co, sprawa zamknięta? Nowy PES – przepraszam, eFootball – to kupsztal, Mati, idziemy grać w co innego? Jako sympatyk serii nie mogłem tak tego zostawić.
Dwa czy trzy dni po pierwszym zetknięciu się z eFootball 2022 postanowiłem dać grze jeszcze jedną szansę. Zagrałem kilka spotkań w jednym z sieciowych wydarzeń – to na tę chwilę jedyny sposób, by zmierzyć się z żywym przeciwnikiem. Wygrałem chyba wszystkie, bo oponenci mieli jeszcze większe kłopoty z przyswojeniem nowalijek w rozgrywce niż ja; ewentualnie radośnie strzelali sobie samobóje, tylko potęgując negatywne wrażenia. Przed napisaniem tego tekstu postanowiłem rozegrać jeszcze mecz czy dwa, by utwierdzić się w przekonaniu o nieudolności gry, a potem przelać swój ból na wirtualny papier.
Skończyło się na siedmiu czy ośmiu. O dziwo zacząłem czerpać z rozgrywki jakąś przyjemność. Może i niewielką, ale jednak. Tak, podania po ziemi wciąż są tak straszliwie flegmatyczne – nawet po przytrzymaniu przycisku przez sekundę – że wolę próbować długich zagrań czy sprintów. Tak, zawodnikom nadal zdarza się przyjmować piłkę w niegroźnych sytuacjach w taki sposób, że ta opuszcza boisko. Tak, komputerowy przeciwnik nie przestał być głupiutki i często pozwala zabierać sobie futbolówkę przed własnym polem karnym. Podobno w grze jest również sporo zabawnych bugów, takich jak zawodnicy biegający jak Naruto czy sędziowie zamieniający się w płaszczaki, ale żadnego tego typu błędu nie uświadczyłem. No i twarze z reguły nie przypominają tych abominacji, które przebiły się do newsów. W oczy rzuciły mi się za to doczytujące się tekstury.
Nowy system obrony ma potencjał. Choć agresywny odbiór wygląda groteskowo i jest o wiele bardziej skuteczny i pozbawiony ryzyka sfaulowania rywala (nie mówiąc już o ryzyku otrzymania żółtej bądź czerwonej kartki), niż powinien być, to podążanie za rywalem się sprawdza – zwłaszcza tuż przed polem karnym, bo pozwala zminimalizować ryzyko rzutu wolnego czy karnego. Zawsze można też „po staremu” wstawić nogę, gdzie trzeba. Grę w ataku wzbogaca z kolei możliwość łatwego zastawiania się z futbolówką jednym przyciskiem.
Dzięki rozdzieleniu piłki i zawodnika pojedynki mogą zacząć jeszcze bardziej przypominać te z prawdziwych boisk. Mogą, bo na razie gracze dopiero przyzwyczajają się do nowego systemu defensywy, przez co nietrudno o kuriozalne sytuacje w postaci mijania obrońców przeciwnika tanecznym krokiem. Zapewne nieprędko się to zmieni, bo żeby skutecznie korzystać z nowych systemów dryblingu i obrony, trzeba by je przećwiczyć, a tryb treningowy przecież nie istnieje. Trzeba więc uczyć się metodą prób i błędów podczas meczów.
Zmianą na plus jest na pewno upłynnienie przebiegu spotkań. Po wyjściu piłki za linię gra zazwyczaj nie jest przerywana – zawodnik podbiega do linii lub narożnika i podnosi piłkę / łapie futbolówkę rzuconą z trybun, co pozwala od razu wznowić grę. Jeśli jednak chcemy na spokojnie przygotować rzut rożny, zawsze możemy wymusić przerwę w meczu. Nie pojmuję jednak, dlaczego nadal muszę oglądać/przeklikiwać powtórki wszystkich fauli i spalonych. Był spalony, to był, po co drążyć temat? Przecież gra, w przeciwieństwie do prawdziwych sędziów, nigdy się nie myli. Z jakiegoś powodu brakuje też obecnych w poprzednikach szybkich zmian – roszady można przeprowadzać wyłącznie z poziomu menu, co niepotrzebnie szatkuje rozgrywkę.
I to by było na tyle, jeśli chodzi o plusy. Widzę światełko w tunelu, ale na ten moment nie widzę sensu w dalszym graniu w eFootball 2022. Nie jest to oczywiście najgorsza gra wszech czasów – ot, gracze, jak to mają w zwyczaju, nie mogli się powstrzymać przed wystawianiem zer na Metacriticu, najpewniej w ogóle nie pobierając gry lub rozgrywając jedno spotkanie (negatywnych opinii wystawionych po pół godzinie „zabawy” na Steamie nie brakuje). Jest to jednak z pewnością krok w tył – i to taki zrobiony w siedmiomilowych butach. Gra pod żadnym pozorem nie powinna zadebiutować w takim stanie i można się jedynie zastanawiać, co się stało, że… tak się właśnie stało.
Na razie zostaję przy ubiegłorocznej edycji. Pod względem rozgrywki eFootball PES 2021 Season Update nadal pozostaje najlepszą wirtualną piłką nożną. Na tę chwilę jestem w stanie bez problemu znaleźć przeciwników w trybach sieciowych, choć trudno powiedzieć, jak długo jeszcze potrwa ten stan rzeczy. Szkoda jedynie, że transfery z ostatniego okienka nigdy nie zostaną już uwzględnione, ale skoro jakoś przyzwyczaiłem się do niewielkiej w porównaniu z FIFĄ liczby licencjonowanych drużyn, to pewnie i do tego jakoś przywyknę. Zawsze mogę też grać reprezentacjami narodowymi, które mają w miarę aktualne składy. No, przynajmniej niektóre z nich.
Tymczasem Konami być może, z naciskiem na „być może”, weźmie się w garść. Jeśli Japończycy chcą jeszcze coś zarobić na eFootball 2022, muszą coś zrobić – chyba że liczą na to, że gracze i tak będą wydawać pieniądze na mikrotransakcje i dodatkowe tryby, które mają być wydawane w ramach DLC. Nie mam co prawda zbyt wielkich nadziei, ale cuda się zdarzają – wspomniane wcześniej No Man’s Sky jest przecież po kilku latach całkowicie inną grą, niż było w momencie premiery. Jeżeli jednak tym razem do żadnego cudu nie dojdzie, przynajmniej będę miał w końcu ostateczny argument za dołączeniem do ruchu „Fuck Konami”.





Komentarze
Prześlij komentarz