Persona 3 nie do końca przeładowana

O remake’u Persony 3 mówiło się od lat. Gdy w styczniu 2023 roku na wszystkie współczesne platformy trafił port wersji Portable, wielu fanów porzuciło nadzieję. Nieoczekiwanie niecałe pół roku później Atlus zapowiedział Personę 3 Reload, pełnoprawny remake, uwspółcześniający grę i zbliżający ją do „piątki”. Reload to najlepsza wersja „trójki”, ale niestety nie definitywna.

Fabuła pozostała bez zmian. Trafiamy do szkoły w fikcyjnym mieście i zamieszkujemy w internacie. Po kilku dniach w trakcie Godziny Mroku, dodatkowej 25 godziny w ciągu doby (podczas której świadomość zachowują tylko nieliczni), przebudzamy swoją Personę (co potrafi jeszcze mniej osób) i ratujemy koleżankę przed wrogą istotą. Okazuje się, że uczniowie mieszkający w internacie tworzą SEES, organizację zajmującą się walką z Cieniami i eksploracją Tartarusa, gigantycznej wieży, w którą podczas Godziny Mroku zamienia się nasza szkoła. Od tej pory przeplatamy szkolne życie z ratowaniem świata.

Od razu w oczy rzucają się zmiany w oprawie. Persona 3 Reload graficznie przypomina piątą część cyklu, mimo że została stworzona na Unreal Engine, a nie autorskim silniku Atlusa. Bohaterowie mają bardziej realistyczne proporcje niż w oryginale, w trakcie rozmów widzimy ich duże portrety, a menusy z wizerunkiem protagonisty zanurzonego w wodzie są nawet bardziej efektowne niż te z „piątki”

Mogło być jednak lepiej. Po lokacjach kręci się więcej NPC-ów niż w oryginale, ale ich pozbawione rysów twarzy sylwetki wyglądają gorzej niż kartonowi kibice w starych FIF-ach. Najbardziej uderza to w klubie nocnym, w którym zamiast tańczących ludzi widzimy sylwetki zamrożone w różnych pozach, przez które możemy przechodzić jak przez duchy. No i przez zmianę oświetlenia internat stracił swój nieco niepokojący charakter.

Dni podzielone są na dwa bloki: popołudnie i wieczór. Jako zwykły licealista zajmujemy się przede wszystkim Social Linkami, czyli tworzeniem i pogłębianiem relacji. Każdej postaci odpowiada jedna z Wielkich Arkan z kart tarota. Nawiązywanie znajomości pozwala nie tylko lepiej poznać innych ludzi, ale zapewnia także bonusy podczas tworzenia Person danych Arkanów. Tym razem udźwiękowionych jest wszystkich 10 poziomów każdego Social Linku, a nie tylko pierwszy i ostatni, dzięki czemu postacie zyskały więcej osobowości.

Reload wprowadza także Linked Episodes, w trakcie których spędzamy czas z męskimi członkami drużyny. Dzięki temu możemy ich lepiej poznać, bo podobnie jak w oryginale nie mają własnych Social Linków. No bo żeby tak chłop z chłopem, nie wiem, rozmawiał… Okazuje się, że jednak mogą. Linked Episodes są jednak limitowane czasowo, a jeśli przegapimy jedną scenkę, to blokują się na amen (a przynajmniej tak napisali w Internecie, bo mi się żaden nie zablokował), więc warto je robić od razu, gdy pojawi się taka okazja.

Oprócz relacji rozwijamy również statystyki społeczne: odwagę, oczarowanie i naukę. Zwiększamy je głównie oddzielnymi aktywnościami: pracą dorywczą, korzystaniem z komputera czy... jedzeniem fast foodów. Z jednej strony statystyki warto rozwijać jak najszybciej, bo niektóre Social Linki wymagają określonego poziomu danej cechy; z drugiej strony gdy już wymaksujemy daną cechę, zdobywanie dodatkowych punktów nie daje nam nic, a niektóre aktywności, takie jak odpowiadanie na pytania w trakcie lekcji, przestają mieć znaczenie.

Niemal każdego wieczora możemy wybrać się do Tartarusa. Kolejne jego fragmenty, liczące około 30 pięter, odblokowywane są po każdej pełni księżyca. Warto robić je na bieżąco, bo aby ukończyć grę, trzeba dojść na sam szczyt wieży. Podobnie jak w oryginale piętra generowane są losowo, ale układ pomieszczeń w poszczególnych kilkudziesięciopiętrowych blokach jest inny, dzięki czemu różnią się one czymś więcej niż tylko teksturami podłoża i ścian.

System walki nie zmienił się znacząco i nadal polega na eksploatowaniu słabości przeciwników, by ich powalić, a następnie zlać grupowym atakiem. Reload wprowadza zmiany wprowadzone w 4 i 5 części serii (możliwość zmiany postaci po trafieniu słabości przeciwnika czy więcej czarów typu Light i Dark) oraz dodaje Teurgie, potężne zdolności, które można aktywować po zapełnieniu się paska, przy czym każda postać ładuje go w inny sposób – waląc krytyki, nakładając statusy czy lecząc.

W oryginalnej Personie 3 Tartarus składał się z przeciwników, okazjonalnych skrzyń i teleporterów pozwalających wrócić do wejścia. Reload czyni wieżę bardziej zróżnicowaną: deweloperzy dodali zniszczalne obiekty (z niektórych wypadają przedmioty, które możemy sprzedać), nowe rodzaje skrzyń (w tym otwierane za pomocą Fragmentów Zmierzchu, zdobywanych głównie podczas Social Linków) czy drzwi do Monadu, w których czają się opcjonalni bossowie. Od czasu do czasu trafiamy także na zdarzenia losowe, takie jak piętro spowite mrokiem czy cień-kradziej przywłaszczający sobie zawartość wszystkich skrzyń z piętra – aby ją odzyskać, musimy go pokonać. Nie ma za to jednej rzeczy, za którą chyba nikt nie będzie tęsknił, a mianowicie systemu zmęczenia, więc możemy eksplorować do woli.

Wszystkie te nowinki nie zmieniają jednak tego, że Tartarus to nadal licząca 264 piętra wieża, której eksploracja zwyczajnie się dłuży. Co gorsza, w remake’u, ze względu na wszystkie wymienione wyżej urozmaicenia, jej przechodzenie zajmuje jeszcze więcej czasu – w oryginale przebieganie przez kolejne kondygnacje trwało krócej. Z tego, co wiem, liczba pięter nie ma żadnego uzasadnienia w lore, więc można ją było zmniejszyć, ale to wymagałoby większych zmian, a tych Atlusowi podjąć się nie chciało.

To nie koniec rozczarowań. Kolejnym jest brak żeńskiej protagonistki, dodanej w wersji Portable. „Female route” to nie tylko zmieniony model głównej postaci, ale także nowe Social Linki i muzyka, a nawet możliwość zmiany losu jednego z towarzyszy. Oczywiście jest szansa, że możliwość wcielenia się w dziewczynę pojawi się w Persona 3 Reload Even Bluer Edition czy jakkolwiek mogłaby się nazywać naprawdę definitywna ­wersja gry… Ale nawet Atlus nie posunąłby się do takiego kroku, prawda? Dostaliśmy za to The Answer, dodatkowy epizod z wersji FES… a raczej dostaniemy, bo trafi on do gry dopiero we wrześniu, gdy wszyscy już o niej zapomną.

No i może robię się już stary… ale ile w tej grze jest głupot. Czemu jeden z głównych antagonistów chodzi po mieście bez koszulki, z rewolwerem za pasem i nikt go nie zatrzymuje? Czemu do naszej ekipy łażącej po wielkiej wieży i narażającej swoje życie dołącza 10-latek? No i jakim cudem nikt postronny nie zauważa, że jeden z członków naszej drużyny jest robotem? Ja rozumiem, że to gra o nastolatkach przyzywających mitologiczne istoty i ratujących świat, ale wirtualne światy też rządzą się jakąś logiką.


Nieoczekiwanie Persona 3 Reload dostała polskie napisy, które oczywiście musiałem wypróbować. Powiem tak – mogło być lepiej. Czasami to, co czytałem, nie zgadzało się z tym, co słyszałem  podejrzewam, że polonizacja była robiona na szybko, a tłumacze nie znali kontekstu, więc wyszło, jak wyszło. Poza tym polskie nazwy nie zawsze się mieszczą, przez co mamy potworki typu „Kochank.”. Z drugiej strony zdarzyło się parę fajnych tekstów, a internetowy slang z Social Linku z Mayą przeniesiony na polski potrafi rozbawić. 

Persona 3 Reload to stracona okazja na definitywną wersję gry. Można było zmienić więcej w Tartarusie, żeby się tak nie dłużył; można było poprawić statystyki społeczne, żeby niektóre z nich nie traciły sensu w połowie gry; można było dodać żeńską protagonistkę, żeby dać graczom większy wybór. Można było, można było, można było… Być może nie starczyło na to budżetu, być może czasu, być może jednego i drugiego, ale tak czy siak jestem rozczarowany. Jeśli graliście już kiedyś w Personę 3, wersję Reload spokojnie możecie sobie odpuścić – parę nowych scenek nie jest tego warte.

Komentarze

Popularne posty